niedziela, 14 września 2014

Rozdział 5 - Oczami Destiny

Ostatnio miałam niepokojące wahania nastrojów. Raz było mi smutno, potem byłam zła, a na sam koniec wesoła. Gdybym chociaż potrafiła ukrywać emocje, ale nie, wszyscy to z pewnością dostrzegali i śmiali się pod nosami. To nie poprawiało mojej sytuacji, wręcz przeciwnie - pogarszało ją. Już i tak musiałam znosić poniżanie ze strony innych, co momentami nie było czymś prostym. Co jednak miałam zrobić? Albo będę silna i to przetrwam, albo co? Co się ze mną stanie jeśli przegram?

Musiałam wziąć się w garść i mocno ogarnąć. Sara na mnie liczyła, a Chris we mnie wierzył. Zawsze we mnie wierzył. Zawsze przy mnie był. Zawsze mi ufał. Zawsze mi pomagał. Zawsze... po prostu był. To on był moją siłą, tylko dzięki niemu się trzymałam... a raczej dla niego. Tyle mu zawdzięczałam, mimo iż dla niego nic nie zrobiłam. Ten fakt mnie bolał, bo nie wiedziałam jak mu się odwdzięczyć.

- Już brzuch mnie boli od tych proszków.

Podskoczyłam momentalnie. W progu stała Sara z kwaśną miną. Ubrana w obowiązkowy strój i w takiej pozycji wyglądała całkiem śmiesznie, a mój uśmieszek na pewno jej nie umknął. Skarciła mnie wzrokiem, ale nie przejęłam się tym.

- Już ci się znudziło, hm? - zagadnęłam.

Przewróciła oczami.

- W momencie kiedy tu przyjechałam.

Westchnęłam cicho. Początki tutaj były trudne nawet dla mnie. Momentami pałętało się więcej dusz niż na cmentarzu, co było okropne, ponieważ nie potrafiłam udawać, że ich nie widzę. Po dwóch latach męki wprowadzono nowe lekarstwa, które okazały się rewelacyjne - dzięki nim rzadko spotykałam duchy. Praktycznie w ogóle, znosiłam tylko obecność Christiana. Prawdziwe ukojenie.

- A właściwie to jak to jest spędzić tyle czasu w psychiatryku?

Zmrużyłam groźnie oczy i przyjrzałam się dokładnie Sarze. Widziałam ciekawość w jej bursztynowych oczach, niczym u małego dziecka, jednak została zastąpiona strachem. Chyba zrozumiała, że nie powinna zadawać takich pytań.

- Zastanów się: jak to jest wychować się wokół wariatów, którzy poniżają cię na każdym kroku?

Nastała chwila ciszy. Sara rzeczywiście zaczęła nad tym myśleć, co było widać w jej oczach. Stała nieruchomo przez dłuższy czas, a wzrok miała skierowany na mnie. Wyglądała jakby próbowała sobie wyobrazić mnie jako małą dziewczynkę, którą otaczają psychopaci.

Ja w tym czasie czekałam aż się odezwie. Byłam ciekawa jej reakcji, co powie na ten temat. Wyśmieje mnie? Zacznie mi współczuć? A może to najzwyczajniej zignoruje? Ostatnia opcja chyba była najlepsza. Nie musiałabym jej niczego tłumaczyć, a nie lubiłam powracać do wspomnień. To przeszłość, o której wolałabym zapomnieć.

- Przykro mi. - W końcu powiedziała.

Zagryzłam dolną wargę. Tej odpowiedzi się obawiałam. Schyliłam głowę i zaczęłam nerwowo bawić się włosami. Z niewiadomych powodów zabolało mnie to... Oczekiwałam czegoś innego. Nie współczucia.

- Nic nie rozumiesz... - Mruknęłam i wyszłam prędko z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

~*~

- Momentami zachowujesz się jak dziecko.

- Momentami mam cię dość.

Kochałam Chrisa i kłamstwem było, że czasami nie chciałam go widzieć. Wręcz przeciwnie, czekałam tylko aż do mnie przyjdzie, bo tylko z nim można było normalnie porozmawiać. Najlepsze było to, że on dobrze o tym wiedział. Rozumiałam, że ma też swoje sprawy i nie może być przy mnie ciągle, jednak wydawało mi się to dziwne. Jakie zajęcie mógł mieć duch? Co takiego robił Christian gdy go nie było przy mnie? Mimo naszej więzi bałam się o to spytać. Bałam się odpowiedzi.

- To ja lepiej już pójdę.

Zatrzymałam się gwałtownie. Stałam zupełnie sama - nie licząc Chrisa - na środku korytarza. Duch szedł obok mnie, ale kiedy się zatrzymałam, to stanął przede mną.

- Wiesz, że tego nie chcę - powiedziałam.

Spojrzałam się w jego ciemne oczy. Tym razem nie dostrzegałam w nich rozbawionych ogników... to był głód. Głód, którego tak bardzo się bałam. Szczególnie jako dziecko. Ja byłam tylko małą dziewczynką, a on groźnym nastolatkiem, którego widziałam tylko ja. No i który mnie prześladował, jak to kiedyś myślałam.

- Wiesz, że tego nie zrobię.

Jak zawsze miał rację. Cały Chris.

Poczułam drobną łzę, która wymsknęła mi się spod oka. Ostatnio coraz częściej okazywałam swoje słabości, co nie do końca mi się podobało, ale nie miałam na to wpływu. Obtarłam ją koniuszkiem palca i pociągnęłam nosem. Zdecydowanie nie chciałam płakać.

- Muszę wziąć lekarstwa - ominęłam go i poszłam w stronę stołówki.

Nie zdążyłam zrobić pięciu kroków, a znowu się odezwał:

- Dzisiaj w nocy była pełnia.

Zatrzymałam się gwałtownie i uniosłam głowę do góry. Momentalnie zapomniałam o wszystkich innych sprawach, interesowała mnie tylko ta jedna rzecz. Odwróciłam się w stronę chłopaka i spytałam:

- On... N-nie żyje?

Odpowiedziało mi milczenie, co u Christiana było równoznaczne z potwierdzeniem moich słów. Złapałam się za serce i rozwarłam usta, ale w sumie nie wiedziałam co chcę powiedzieć.

- Ale jak to? Znaleźli go? Chyba tam nie leży?

Podszedł powoli w moją stronę i spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem.

- Nad ranem przyjechała karetka. Policja dalej siedzi w jego pokoju i bada dowody.

Zagryzłam dolną wargę. Obawiałam się, że tak będzie... Ba, byłam tego pewna. Moje sny nigdy mnie nie zawodziły, ale w takich sytuacjach było to wprost dołujące. Dlaczego? Bo nic nie mogłam zrobić, byłam zupełnie bezradna, a na to nawet Christian nic by nie poradził. Chciałabym pomóc tym ludziom, zmienić coś, ale nie miałam zamiaru skończyć jako wróżka w telewizji. To by było jeszcze bardziej upokarzające.

- Eh, ale nie przejmuj się tym na razie. Weź proszki i odpocznij chwilę, dobrze? Później nad tym pomyślimy.

Przytaknęłam głową na znak zgody i odeszłam nic nie mówiąc. Próbowałam sobie przypomnieć moją wizję - zawsze pamiętałam tylko fragmenty, a w większości były one nieistotne. Szukałam szczegółów, na podstawie których mogłabym stwierdzić, co wtedy się stało. To nie mogło być zwykłe samobójstwo, coś mi w tym wszystkim nie pasowało.

~*~

- Ty chyba sobie ze mnie jaja robisz. - Powiedziałam, krzyżując ramiona.

Sara leżała na moim łóżku, bawiąc się kostką Rubika. Była na tyle skupiona na swoim zajęciu, że nawet na mnie nie spojrzała, a przez moment miałam wrażenie, że nawet niczego nie usłyszała. Odchrząknęłam znacząco, a gdy nawet na to nie zareagowała, to podeszłam i bez wahania ją zwaliłam. Krzyknęła wystraszona, rozglądając się za zabawką.

- Poważnie? Ja rozumiem, że to miejsce dla psycholi, ale bez przesady. 

- Jaki masz znowu problem? - odparła współlokatorka, odgarniając rude włosy z twarzy.

Przez jedną sekundę uznałam, że potraktowałam Sarę zbyt ostro i chciałam ją przeprosić. Na szczęście trwało to ów sekundę, ponieważ nie potrafiłam sobie tego wyobrazić.

- Nie narzekaj.

- Co ty, prochów nie wzięłaś?

Zatkało mnie. Sara miała rację. Kwestia minut, zaraz zaczęłaby boleć mnie głowa, a chwilę później zmęczone dusze nie dały by mi spokoju. Bez słowa wybiegłam z pokoju i ruszyłam do stołówki. Zastałam kilka pielęgniarek, które powoli wszystko sprzątały. Na mój widok spojrzały się pytająco.

- Zapomniałam wziąć lekarstw. - Oświadczyłam.

- Masz szczęście - powiedziała jedna blondynka. - Brakowało nam jednej osoby i już chciałyśmy jej szukać. Chodź tutaj.

Normalnie każdego zdziwiłoby to, że sama zgłaszam się po coś takiego, ale nie w moim przypadku. Z początku dziwne było, że tak chętnie je brałam, ale z czasem wszyscy się przyzwyczaili. To był jeden powód, dlaczego tak mi dokuczali. Nie rozumiałam tutejszych ludzi.

- Trzymaj - wyciągnęła do mnie rękę z tabletką i małym kubeczkiem z wodą.

Grzecznie wzięłam lekarstwo i je popiłam. Poczułam jak bicie mojego serca przyspiesza, jednak oddech pozostawał spokojny.

- Otwórz buzię. - Posłuchałam, a kobieta sprawdziła czy na pewno połknęłam proszek. - Ładnie. Jesteś wolna.

Oddaliłam się w stronę swojego pokoju. Może to przez ostatnie ograniczenia lekarstw byłam taka drażliwa? Nie potrafiłam tego stwierdzić, ale wolałam odstawić tę sprawę na bok i zająć się Sarą. To ona była głównym powodem moich myśli. Ta dziewczyna zrobiła na mnie wrażenie, jeśli mam być szczera. Martwił mnie jedynie fakt, że wydawała się słaba psychicznie, a tutaj trzeba mieć mocną głowę. Co ona tutaj w ogóle robiła? Betty bezpodstawnie wcisnęła ją do mojego pokoju i wydawała się być zadowolona z siebie.

Tym razem nie zdziwiło mnie, że Sara ponownie skupiona była na swojej zabawce. Momentami przypominała mi małe dziecko, które dopiero poznaje świat. Tak było i teraz - jej oczy promieniały, a dłonie niezgrabnie przekręcały kostkę, powoli poznając jej kształt. To było dziwne uczucie, tak patrząc na nią w ciszy, kiedy ona odkrywała nowe rzeczy.

- W każdej grupie przynajmniej jedna osoba jest wyznaczana na kozła ofiarnego - zaczęłam. - W tym przypadku to byłam ja. Wszyscy tutaj są psychiczni i tak naprawdę nie rozumieją, co robią. Ja jedyna rozumiem to wszystko, czyli jestem inna. Oni to zauważyli i wykorzystali przeciwko mnie. To wszystko.

- Nie wyglądasz na chorą. Masz swoje humorki, ale to normalne u ludzi. Za co tu siedzisz?

Usiadłam obok Sary, a ona w tym czasie odłożyła zabawkę na bok. Już wiedziałam, czemu wydawała mi się ciekawszą osobą od reszty. Była taka jak ja - zdrowa. A przynajmniej nic nie wskazywało, żeby była wariatką. Więc czemu tu siedziałyśmy, mimo iż nic nam nie było?

Bo ja widzę duchy, a to jest chore.

- Za swoją głupotę. Coś tak czuję, że ty też.

Sara schyliła głowę, krępując się odpowiedzi. Wstydziła się tego powodu - to już była jedna cecha, która nie pasowała do wariatów.

- Posłali mnie na badania i stwierdzili, że jestem chora. Jak tak teraz na to patrzę, to chyba rzeczywiście tak jest.

- Tutaj nikt nie jest chory - prychnęłam. - A przynajmniej każdy tak twierdzi.

- A twoim zdaniem powinnaś tu być?

Spojrzałam się przed siebie i zauważyłam Chrisa. Stał wyprostowany, ręce trzymając w kieszeniach spodni. Dostrzegałam czułość w jego oczach i lekkie zaniepokojenie. Doskonale wiedział, że miałam wątpliwości, czy przypadkiem nie jest tylko moim wymysłem i w rzeczywistości nie istnieje. Na jego miejscu czułabym to samo.

- Na to wygląda.

2 komentarze:

  1. No w końcu :)
    Żadnych uwag nie zgłaszam ;)
    Syra, nie pozwól na Twoją część długo czekać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Syra, jak Ty możesz być gorsza ode mnie? No zobacz, ja u siebie na blogu rozdział po kilku miesiącach opublikowałem, a tu swojego rozdziału nie umieściłaś :(.

    Nie ładnie :D

    OdpowiedzUsuń