sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 6 - Oczami Sary

Była już około druga w nocy. Sara dalej rozmyślała o słowach Destiny. Nadal słyszała w umyśle odpowiedź współlokatorki, która uważała, że dobrze, iż znalazła się w psychiatryku. Na początku sama tak myślała. Zrozumiała, że jest inaczej kiedy Jean rzucił jej propozycję. A może to przez leki? Normalnie czuła się w końcu inaczej. Wstała, przeszła się po pokoju. Nie wyglądał jak więzienie, może prócz krat i pancernych szyb w oknach, ale podobnie było w jej szkole. Wyciągnęła ze swoich rzeczy niewielkie pudełeczko. Minęło już kilka dni, a ona dalej się nie rozpakowała. Wyciągnęła ze szkatułki naszyjnik, taki, do którego można włożyć zdjęcia. Ozdobiony był małymi kryształkami. Ujęła go w obie dłonie, szepnęła coś. Zaświecił.
- Miło mi cię znów widzieć, siostrzyczko. - szepnęła otwierając wisior. Jej siostra uśmiechała się. Szkoda, że tylko na zdjęciu. Sara często do niej mówiła. Tak bardzo tęskniła za siostrą. Miała też wrażenie, że dziewczyna cały czas z nią była. Niewidoczna i cicha. Ale nie mogła nic zrobić. Myśli uśpiły ją.

***

Rano, trochę przedwcześnie obudziło ją pukanie do drzwi. No dobrze, do końca pukanie to nie było. Ktoś walił pięściami w wejście i bynajmniej nie zamierzał przestać. Destiny jeszcze spała. Sara zarzuciła biały szlafrok, zawiązała go byle jak i podeszła do drzwi. Kiedy je uchyliła, ujrzała Jeana. Chłopak miał na sobie zwykłe spodnie i luźną koszulę, zarzuconą na nagą klatę, rozpiętą. Uśmiechał się, wzrok miał dziwny. Wyglądał jakby brał narkotyki, czy coś w tym rodzaju.
- Cześć Ruda, jest twoja współlokatorka? - postąpił krok do przodu chcąc wejść do pokoju, ale dziewczyna zablokowała wejście ręką.
- Czego tu chcesz Jean? - uniosła brwi. Czuła obrzydzenie do chłopaka. Zauważyła też, że chowa jedną rękę.
- Chciałbym porozmawiać z Destiny. - rzekł, nie przestając się uśmiechać.
- Niby co chcesz jej powiedzieć? - spytała, niezbyt grzecznym tonem Sara. Uśmiech lekko mu zrzedł, ale jednak pozostał.
- Chcę ją...- przeciągnął słowo - przeprosssssić. Mooogę? - patrzył jej w oczy. Rudowłosa chciała coś odpowiedzieć, kiedy nagle Jean zwalił jej się pod nogi. Złapała go w ostatniej chwili, jakimś niezwykłym refleksem powstrzymała go od uderzenia głową w podłogę. Jego ręka, ta, którą ukrywał była jedną wielką raną. Sara wrzasnęła, nacisnęła przycisk alarmu, który był przy każdej izolatce i przykucnęła przy chłopaku. Ściągnęła mu koszulę, zawiązała na ranie i podniosła jego rękę do góry. Materiał szybko przesiąkał krwią, ale służby medyczne już były przy nich. Wzięli Jeana, Sarze kazali się ubrać. Jedna z pielęgniarek poczekała na nią. Poprowadzili ją do jednego z psychologów. Kiedy zobaczyła, że trafiła do doktora Martina Revena, odetchnęła w myślach z ulgą. Znała doktora Revena jeszcze przed trafieniem tu, był w miarę normalny i lubił ją. Starszy człowiek, średniego wzrostu, dość gruby uśmiechnął się do niej pogodnie i wskazał krzesło.
- Witaj Saro. Jak się czujesz? - spytał na wstępie. Rudowłosa usiadła i również się uśmiechnęła, chociaż słabo.
- Nie tak źle, proszę pana. - odpowiedziała. Kiwnął głową. Było to jedno z typowych zachowań psychologów - potakiwanie na wszystko co powie pacjent.
- Opowiedz mi jak to było. - poprosił lekarz. Sara zrelacjonowała mu po krótsze przebieg wydarzenia. - Pewnie się przestraszyłaś... Jesteś w szoku?
- Na pewno nie większym, niż przy śmierci mojej siostry, panie Reven. Nic mi nie jest. - mruknęła. To, że była w psychiatryku, nie znaczyło jeszcze, iż jest świrem czy potrzebuje specjalnej troski. Wait... Saro, to właśnie to znaczy. - westchnęła w myślach. Potrafiła dobić sama siebie.
- Jesteś tego pewna? - doktor uśmiechał się. Dobrze wiedział, że Sara była zrównoważoną psychicznie dziewczyną, więc nie musi jej tak męczyć.
- Absolutnie pewna. - odpowiedziała. Znów potaknął.
- Ale na wszelki wypadek zrób sobie dzisiaj wolne. Nie idź na zajęcia. Tutaj masz zaświadczenie. I niech ktoś z tobą zostanie, najlepiej. - oznajmił i podał jej karteczkę z wypisanym zwolnieniem z zajęć. Nic jej nie było, ale z tej karteczki mogła skorzystać. I była pewna, że Destiny też chętnie skorzysta.

***

Jej współlokatorka już nie spała, kiedy Sara wróciła do pokoju. Destiny siedziała na łóżku.
- Gdzie byłaś? - zdziwiła się. Rudowłosa westchnęła.
- Pan Emok zrobił nam rano niespodziankę w postaci zemdlenia przed drzwiami. - mruknęła. Jej rozmówczyni roześmiała się.
- Że co? - spytała, nie wiedząc o co dokładnie chodziło.
- No to właśnie! Jean dobijał nam się do drzwi, chciał z tobą rozmawiać, niby przeprosić, a potem zwalił się na podłogę jak gdyby nigdy nic. Jego prawa ręka była jedną wielką raną. Nie obudziło cię to wszystko? - Destiny nie odpowiedziała, ponieważ tarzała się ze śmiechu po łóżku. - No nic. Wiesz co jest śmieszniejsze i lepsze? Ludzie ubzdurali sobie, że przeżyłam szok, więc dostałam zwolnienie z zajęć na dzisiaj. Poza tym, ktoś powinien ze mną zostać.
Śmiech współlokatorki Sary ucichł, uśmiechnęła się.
- Czyli mamy legalny dzień wolny? Super! To ja... idę spać. - walnęła się do łóżka, ale rudowłosa rzuciła w nią poduszką.
- Nie. Musisz mi pomóc. Jesteś tu dość długo. Jak można stąd uciec?
- Uciec? Chcesz uciekać? 
- Tak. Chcę stąd kurna uciec. - westchnęła. - Wytrzymałam zaledwie kilka dni. Tak, jestem słaba. Ale mam już tego dość. Nie jestem jednym z wa.. - urwała, dokończyła dopiero po chwili - z nich.
Destiny zignorowała pomyłkę. Zastanowiła się.
- Cóż, główne drzwi otwarte są tylko w niedzielę. Wypuszczają nas do rodziny, jeśli po nas przyjdą. W oknach są kraty. Może dałoby się wyjść dachem, ale zanim się przebijesz przez dach to cię wezmą zamkną w tym normalnym oddziale. - oznajmiła.
- W niedzielę raczej nie wyjdziemy. Ale zaraz... w schowku jest wolne od krat okno.
- Ale w ostatnim boksie... - westchnęła blondynka.
- Boks Loviere. Chociaż po dzisiejszym wyczynie Jeana może być z tym problem. Wątpię, żeby zostawili tak to okno. Po co w ogóle dali je do boksu? - zdziwiła się Sara.
- Bo ten najstarszy z nich, Sam, jest zrównoważony. Emok nie jest samobójcą... - zauważyła jej współlokatorka. Ruda skinęła głową.
- Chodź, może zaniesiemy im to zwolnienie. - zaproponowała. Destiny przyznała jej racje. Wyszły z pokoju.

***

Po oddaniu odpowiedniego dokumentu właściwej osobie, nie wróciły do pokoju. Sara chciała przejść się po całym psychiatryku, a przynajmniej po tej części, po której im pozwalały. Jej współlokatorka chodziła za nią, trochę od niechcenia, trochę z ciekawości. W czasie zajęć nikt raczej tutaj nie pilnował, nikt nie mógł więc zauważyć jak Rudowłosa sprawdza okna, drzwi, wszystkie dziury, kratki wentylacyjne. Zatrzymała się przy jednej z tych ostatnich.
- Hej, dałabym radę się tędy przecisnąć. Ty też. - zauważyła z uśmiechem. Destiny zmarszczyła brwi.
- Zły pomysł.- mruknęła. Zatrzymywały się co jakiś czas, Sara ciągle coś wymyślała, jednak druga dziewczyna odrzucała kolejne pomysły.
- To jest bez sensu, Saro. - westchnęła, za którymś już razem.
- Pomóż mi myśleć, a nie tylko narzekasz. - poprosiła tamta.
- Ech, Saro, daj sobie spokój. Stąd nie ma jak uciec.
- A ja wiem, że jest jak! Razem na pewno coś wymyślimy, Des. - Sara popatrzyła jej prosto w oczy, wzrokiem pełnym dziecięcej nadziei, wiary, prośby.
- Mamy jeszcze trochę czasu. Chodźmy na razie do pokoju.
- Niech ci będzie...

***

Minął dzień. Sara ciągle gadała o tej ucieczce, Destiny miała już tego nieco dość. Pod wieczór Ruda wyszła z pokoju. Mimo lekkiej niechęci skierowała się na oddział medyczny.
- Dzień dobry... Czy mogłabym zobaczyć się z Jeanem Loviere? - spytała nieśmiało jednej z pielęgniarek. Kobieta popatrzyła na nią i uśmiechnęła się.
- Nie powinnam cię wpuszczać, ale wyglądasz porządnie. Tylko nie długo. Chodź, zaprowadzę cię. - oznajmiła. Sara powlokła się za nią do jednej z sal. - Pewnie śpi, nie męcz go zbyt bardzo.
- Dobrze, proszę pani. - cicho wsunęła się do pokoju. Jean, z ręką w bandażach, rzeczywiście spał. Wyglądał dość dziwnie, przynajmniej dziewczynie tak się wydawało. Jakby nie był sobą. Łagodnie. Wręcz smutno. Popatrzyła na niego chwilę, zbierała się do wyjścia, kiedy się odezwał:
- Przyszłaś do mnie Ruda? Co się w ogóle stało? Jak tu trafiłem? - spytał cicho, zmęczonym głosem. Sara zatrzymała się w pół kroku, odwróciła, uśmiechnęła słabo.
- Przyszedłeś rano do naszego pokoju. Chciałeś rozmawiać z Destiny. - wróciła do jego łóżka. - Majaczyłeś coś, że chcesz ją przeprosić czy coś takiego. Chciałeś jej coś powiedzieć. Twoja ręka była jedną, wielką raną. Straciłeś bardzo dużo krwi, zemdlałeś mi pod nogami. - wyjaśniła. Skrzywił się.
- Chciałem przeprosić Nawiedzoną? Ciekawe co mi odwaliło. Chyba nie wziąłem leków. - westchnął.
- Niemniej jednak... jak się czujesz?
- Głowa mnie łupie. I to mocno. Ręki prawie nie czuje. - roześmiał się. - Chyba przestałem lubić ból. To denerwujące.
- Powinieneś odpocząć. Nie powinno mnie tu być. Zobaczymy się kiedy indziej, Jean. Dobranoc.
- Pa, Saro. Miło, że wpadłaś. - odpowiedział cicho i odprowadził ją wzrokiem. Sara wyszła.

***

Dziwny, niewielki telefon, który znajdował się w każdej izolatce zadzwonił. Odebrała go Destiny, ale po chwili skinęła na współlokatorkę.
- Saro, twoja rodzina. - oznajmiła. Sara odebrała od niej słuchawkę.
- Tak?
- Cześć, Saro. - Głos jej matki odezwał się w telefonie.
- Cześć, co tam? - spytała.
- Mam mnóstwo roboty ostatnio. Tata również... Dlatego niestety nie możemy przyjść do ciebie w niedzielę. A jak ty się czujesz?
- Nie zdołacie? - Sara zadbała o to by w jej głosie był smutek. - Nie najgorzej... 
- Przepraszam, kochanie. Ale przyjdzie Emmie. - poinformowała. Emmie była sąsiadką i przyjaciółką Sary. W sumie była to dość dobra perspektywa. Ona mogła pomóc im uciec.
- A może iść z nami też Destiny? To moja koleżanka stąd.
- Noo... dobrze. - głos kobiety był niepewny, ale zgodziła się. Oto była ich szansa.

-------------------------------------------------------------------

Wiem, że trochę długo, ale oto i jest kolejny rozdział.
Eutera do dzieła ;3

Pozdrawiam,
Syra

2 komentarze:

  1. Najważniejsze, że jest już :)

    A i fajnie, że zbliżamy się do ucieczki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej :)
    Związku z tym, że zostałem nominowany do Libster Blog Award i tym razem odpowiedziałem na tą nominację, więc teraz ja Was nominuję i proszę o odpowiedź na kilka pytań znajdujących się pod tym adresem :) (http://trojmiejskie.blogspot.com/p/libster-blog-award.html)

    PS. Róbcie swoją pracę tak dobrze jak do tej pory :)

    OdpowiedzUsuń