czwartek, 26 września 2013

Rozdział 2: Oczami Sary

Noc minęła jej prawie bez snów. Wydawało jej się że ktoś w nocy krzyczał, Sara uznała to za jedyny jej sen. Obudził ją głos Destiny która krzyknęła cicho. Sara poruszyła się.
- Cicho, budzi się.- warknęła szybko jej współlokatorka. Sara otworzyła oczy, zobaczyła jednak tylko Destiny. Nikogo do kogo mogłaby mówić.
- Dzień dobry... Coś się stało?- spytała rudowłosa unosząc brwi. Destiny zmarszczyła czoło i pokręciła głową.
- Co by się miało stać? - odpowiedziała pytaniem.
- Nie krzyczałaś?
- Nie. Musiało ci się coś przyśnić, młoda.- mruknęła jeszcze Destiny i wyszła. Sara została sama. Westchnęła po czym chwyciła strój, który mieli tu nosić. Składał się on z białych, prostych spodni i koszuli tego samego koloru. Dostali nawet buty, również białe. Może jeszcze każą nam nosić kaftany? - przemknęło dziewczynie przez myśl. Nie zamierzała jednak się nad tym rozwodzić, ubrała się i porządnie rozczesała swoje rude loki. Przypominały teraz ogień, rozlewający się na jej plecach, co zawsze ją cieszyło. Stwierdziła, że wygląda wystarczająco dobrze by móc wyjść z pokoju, zrobiła to więc i zeszła do salonu. Było wcześnie, siedziało tam tylko kilka osób. Nie było Destiny, był za to chłopak, którego widziała po swoim przyjeździe. Pod oczami miał cienie a biały strój bardzo kontrastował z kolorem włosów, sięgających prawie ramion, tak, że kontrast ten był bardzo widoczny. Siedział na kanapie, do jego ramienia przytulała się dwunastolatka o złotych oczach. Obok nich siedziały jeszcze dwie dziewczyny - blondynka o brązowych oczach, bez przerwy coś mówiąca i brunetka z fioletowymi pasemkami, milcząca, o znudzonym wyrazie twarzy. Ta druga miała dłonie w bandażach. Kiedy zobaczyły Sarę blondynka przestała gadać i pomachała do niej z uśmiechem.
- Chodź do nas, Saro- zawołała. Nie mając innego pomysłu rudowłosa podeszła do nich korzystając z zaproszenia. Brunet mruknął coś do uczepionej jego ramienia dziewczynki i posunęli się robiąc jej miejsce. Usiadła uśmiechając się lekko. Blondynka od razu się odezwała.
- Cześć. Mam na imię Alice. To jest Anders, naprawdę ma na imię Sheila. Ona zawsze była taka milcząca, nie martw się. Ten tu, - wskazała na chłopaka - to Jean. Wzdycha do niego połowa dziewczyn z psychiatryka.- zaśmiała się. Sara z grzeczności również to zrobiła.
- Alice. Zapomniałaś o kimś.- mruknął chłopak.- To moja siostra, Melanie. Alice, bardzo często o niej zapomina.- stwierdził wskazując na dziewczynkę.
- Miło mi was poznać. - przywitała się Sara po czym spytała - Przepraszam, gdzie tu można coś zjeść? Bo zjadłabym cokolwiek.
- Mogę cię zaprowadzić.- oznajmił Jean po czym przebiegł wzrokiem po pokoju. Zatrzymał go na chłopaku, podobnym do niego, tylko nieco wyższym i o oczach złotych jak Melanie. Miał on również dłuższe włosy.- Melanie, idź do Sama.- szepnął chłopak do siostry. Dziewczynka skinęła głową i poszła. Tamten wziął ją na kolana i przytulił. Jean tymczasem skinął na Sarę. Poszła za nim.
- Alice to idiotka.- mruknął. - Anders mówiła, że nasza droga blondyneczka nie wierzy w to, że Melanie jest moją siostrą i ciągle ją pomija, bo jest zazdrosna. Chore no nie? Jest zazdrosna o dwunastolatkę. Alice trafiła tu po wypadku, według ludzi ma dziwne, łagodne zaburzenia myślenia. A ja twierdzę że jest po prostu głupia i to wszystko. Za to Anders jest bardzo inteligentna. Jej wadą jest to, dlaczego tu trafiła. Wydaje jej się że widzi duchy. Ja trafiłem tu z prostych powodów. Jestem masochistą, lubię zadawać sobie ból. Melanie ma czasem coś takiego, że przestawia jej się coś w umyśle i zachowuje się jak czterolatka. Dlatego zazwyczaj jest ze mną lub z Samem. Sam jest naszym starszym bratem, szczerze mówiąc nie powinno go tu być, ale nie chciał nas zostawić. Nasi rodzice i siostra, bliźniaczka Sama, zginęli w wypadku trzy lata temu. Z tamtego wypadku tylko Melanie wyszła z życiem. Mają wspólny pokój, ona i Sam, bo nasza siostra potrzebuje stałej opieki. A jak ty tu trafiłaś, Saro?- zakończył historię pytaniem do niej. Dziewczyna zawahała się.
- Wolałabym o tym nie mówić... dobrze?- rzekła powoli, nie będąc pewna czy chce zdradzać mu powód swojego przejścia do psychiatryka. Chłopak skinął głową.
- Nie ma problemu, nie będę cię zmuszał, pytam z czystej ciekawości. To tutaj, stołówka. - stanęli przed białymi, podwójnymi drzwiami. Nad nimi widniał napis "jadalnia". Jean chciał wracać ale Sara zatrzymała go.
- Jadłeś już? - Spytała. Pokręcił głową.- Zjedz ze mną. - poprosiła uśmiechając się lekko, zachęcająco. Zawahał się, ale skinął głową, a kąciki jego ust wykrzywiły się nieco w naprawdę lekkim uśmiechu, trwało to dokładnie sekundę.
- W sumie do wyboru mam śniadanie z tą trajkoczącą idiotką. Biedna Anders musi to znosić. - zaśmiał się. Otworzył drzwi stołówki, puszczając ją przodem. Stołówka nie była jakaś wielka, większość pacjentów jadła bowiem u siebie i jedli w różnych porach. Był w niej bufet i mnóstwo białych, plastikowych stolików. Przy większości stolików siedzieli ludzie, zazwyczaj po jedną, dwie osoby, czasem w większych grupach. Część z nich Sara widziała poprzedniego wieczory, części jednak nie. Nikt nie zwrócił na nią specjalnej uwagi póki nie podszedł do niej Jean. Wtedy kilka dziewczyn popatrzyło się na nią ze zdziwieniem, zazdrością a także ciekawością. Chłopak wziął kilka rzeczy z bufetu, Sara zrobiła to samo. Usiedli razem przy stoliku, Jean zaczął rozmowę.
- Gdzie mieszkałaś przed trafieniem tutaj?- spytał. Sara odpowiedziała spokojnie.
- Na przedmieściach Chicago, w ładnym domku na Czwartej. A ty?
- Pochodzę z Wisconsin.. Ty masz siedemnaście lat, tak?
- Tak. A ty?
- Ja również. Melanie ma dwanaście. Sam dziewiętnaście. Nie ma to jak w wieku czternastu lat trafić do psychiatryka.- westchnął. Sara nie wiedziała co odpowiedzieć, nie musiała jednak tego robić, Jean ciągnął rozmowę dalej.
- Lubisz muzykę?- spytał patrząc jej w oczy z lekkim, przyjacielskim uśmiechem.
- Tak, ale niezbyt głośną. Mam czuły słuch.- odpowiedziała - Gram na gitarze. No, grałam. Nie wiem czy tutaj na to pozwolą.
- Cóż, mi na to pozwalają o ile czasem im coś zagram.- uśmiechnął się szerzej.- Po śniadaniu zaprowadzę cię do schowka. Tam trzymamy rzeczy, których nie powinno się trzymać w pokojach. Jest tam też stara kanapa, niektórzy więc dość często tam siedzą.- spuścił wzrok, Sara nie wiedziała czemu.
- Dziękuje Jean. Chętnie dowiem się czegoś o miejscu, w którym mam żyć.- westchnęła. Dokończyli śniadanie i wyszli ze stołówki. Jean zaprowadził ja do szklanych drzwi.
- To jest Granica. Tu zaczyna się i zarazem kończy nasz oddział. idąc dalej, tu, jak wiesz, jest stołówka.- przeszli korytarzem. naprzeciwko drzwi do stołówki były drugie, nie podpisane. Prowadziły do pomieszczenia z kominkiem, nie nazbyt dużego. Teraz w pokoju było zimno a kominek nie palił się. Nikogo tam nie było.- Tutaj przychodzą rodziny pacjentów w odwiedziny. Tutaj Anders poparzyła sobie ręce. Ma bardzo wredną siostrę. Ale cóż... jedyną.- westchnął chłopak. Zamilkł na chwilę, w końcu kontynuował.- Czasami ludzie przychodzą tu wcześnie rano i rozmawiają.
- Ze sobą?- chciała upewnić się Sara.
- Nie.- odrzekł krótko Jean.- Z duchami. Z Bogiem. Ze dwoją drugą osobowością. Czasem ze ścianą czy z jakąś rzeczą.
- Skąd to wiesz?- zaciekawiła się Sara. Odpowiedział nie patrząc na nią.
- Sam to kiedyś robiłem. Rozmawiałem z rodzicami i starszą siostrą, Liss.- w końcu popatrzył na nią. - Chodźmy dalej.- zarządził. Zrobili to. Zatrzymał się przy czarnych drzwiach, by powiedzieć przy nich trzy zdania.
- To jest kaplica. Co tydzień w niedzielę odbywają się tutaj msze, czy coś. Ja nie wiem, nie chodzę na nie.- wzruszył ramionami i poszedł dalej. Dziewczyna dogoniła go.
- Czemu nie chodzisz?- spytała cicho i niepewnie.
- Bo jak dla mnie to lipa i tyle.- odpowiedział krótko.- Tutaj jest nasz salon, tam izolatki. Tym korytarzem idzie się do schodów. Na górze są sale do terapii, sala rozrywek, schowek i biblioteka. Poczekasz chwilę? Wezmę coś z pokoju i tam pójdziemy.
- Dobrze, poczekam.- zapewniła rudowłosa. Usiadła na jednej z kanap podczas gdy Jean zniknął w korytarzu.
- Ktoś tu ściągnął na siebie gniew dużej części dziewczyn z psychiatryka.- Rozległ się rozbawiony głos. Destiny usiadła obok Sary.
- Słucham?- zdziwiła się tamta.
- Jean jest tutaj obiektem westchnień większości. A ty, właśnie zostałaś przez niego zauważona i oprowadzona. Inne dziewczyny były ignorowane. Są teraz zazdrosne. Niektóre mimo wszystko również zadowolone. Wreszcie mają rywalkę. Gorzej, jeżeli je pogryziesz. Uważaj z tym, bo cię zamkną.- ostrzegła jej współlokatorka. Sara otworzyła oczy szerzej.
- Skąd ty wiesz...- zaczęła i urwała.
- Jak tu trafiłaś?- dokończyła za nią Destiny.- Ja wiem wiele rzeczy, Saro. Siedzę tu już długo. O. Idzie twój przewodnik. Znikam.- Destiny wstała. przechodząc obok Jeana rzekła:
- Cześć emo - i uśmiechnęła się perfidnie zatrzymując na sekundkę.
- Cześć, nawiedzona.- odpowiedział chłopak, dziewczyna zaś przewróciła oczami i poszła dalej. Jean zwrócił się do Sary:
- Współczuję ci, że musisz z nią mieszkać. Chodźmy, Saro.
Poszli korytarzem aż do schodów. Górne piętro jeszcze bardziej nie przypominało psychiatryka niż dolne. Bardziej przywodziło na myśl szkołę. Korytarz był szeroki, pełny drzwi. każde były podpisane. Większość z nich miały na sobie podpisy. "Sala terapeutyczna", "Biblioteka", "sala rozrywki" i kilka innych. Na końcu korytarza był schowek. Jean wytłumaczył, że każdy pacjent ma swój klucz do niego. Zazwyczaj był on zamykany. Chłopak otworzył drzwi. Było to długie pomieszczenie, podzielone na boksy podpisane nazwiskami pacjentów. Kilka boksów było podpisanych kilkoma nazwiskami. Jean zatrzymał się przy ostatnim. Widniało na nim nazwisko Loviere a w środku było tylko kilka rzeczy - dwa pudła i gitara akustyczna. Jean otworzył boks i wziął z niego gitarę. Usiadł z tyłu schowka, na nieco zdezelowanej kanapie.
- Mimo że nasz boks zajmują trzy osoby jest tam bardzo mało rzeczy. Jeśli chcesz możesz się dopisać i również trzymać tam rzeczy. Bo wątpię czy dostaniesz osobny boks a wiele pacjentów lubi grzebać w rzeczach innych. My raczej nie, z resztą tylko ja tu zaglądam. Po gitarę. Póki nie dadzą ci twojej gitary możesz grać na Arkanie. To jedyne co nam zostało po tacie.- powiedział i podał jej instrument.- Zagraj nam coś.- Sara wzięła gitarę, nieco zdenerwowana. Zagrała jedną ze swoich ulubionych piosenek. Była to smutna i wolna melodia. Kiedy skończyła i oddała gitarę chłopakowi. Uśmiechnął się.
- To było piękne. Musisz mieć tu gitarę.- stwierdził po czym włożył z powrotem gitarę do boksu. - Jak znajdę pannę Parker to powiem jej żeby cię dopisała, dobrze?
- Z przyjemnością.- odpowiedziała dziewczyna. Wrócili do salonu i na tym Jean skończył. Powiedział jeszcze, w którym pokoju mieszka i że jeśli by czegoś potrzebowała albo zwyczajnie chciała pogadać to żeby go odwiedziła. Sam poszedł zając się siostrą, ona zaś wróciła do swojego pokoju. Destiny tam nie było. Sara wyjęła swój odtwarzacz i zatopiła się w muzyce.

---------------------------------------------------

Dobra, po długiej przerwie piszę w końcu rozdział. Przepraszam za tak długie zwlekanie w końcu mi się udało. Eutera, Twoja kolej ;3

6 komentarzy:

  1. Świetnie. :3 Teraz ja zabiorę się za kolejny rozdział... Dzisiaj chyba zacznę... Może nawet teraz? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz Syra ja nie byłem Ci potrzebny, żadnych błędów nie dostrzegłem :). Oby tak dalej ;).

    Pozdrawiam i czekam na kontynuację 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję :3 Byłeś potrzebny, proszę pana. Kto mnie popchnął do napisania czegokolwiek? Własnie Ty :3 Dziękuuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się pomysł z pisaniem z dwóch perspektyw. To mocno ubarwia opowiadanie. Bardzo lubię wątek szpitala psychiatrycznego, więc będę zaglądać regularnie.
    Trzymajcie się i powodzenia!
    Ściskam.

    PS. W wolnej chwili zapraszam Was na http://kokilkaimpetyka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. 43 years old Administrative Assistant IV Gerianne Hurn, hailing from Dauphin enjoys watching movies like Demons 2 (Dèmoni 2... l'incubo ritorna) and Machining. Took a trip to Quseir Amra and drives a Ferrari 275 GTB Long ose Alloy. uzyskac wiecej

    OdpowiedzUsuń