Śnieżnobiała suknia opadała mi fałdami do wilgotnej ziemi, a na samym dole była umazana w lekko przyschniętym już błocie. Czarna maska zakrywała moje oczy, ale czułam ostry wiatr, który owiewał moje ciało niczym niewidzialna tarcza. Na mojej skórze momentalnie wystąpiła gęsia skórka, a skrzeki mew zaczęły mnie doprowadzać do bólu głowy. Przygryzłam dolną wargę w niecierpliwości. Czekałam na coś, czułam, że stałam tu już wiele godzin, zmęczona, głodna i spragniona. Nie ruszyłam się jednak.
Nagły syk i jakby warkot wystraszyły mnie niesamowicie i spowodowały, że odwróciłam się momentalnie. W tym samym momencie coś na mnie się rzuciło, ale ja nie byłam w stanie spostrzec napastnika. Krzyknęłam, a przed moimi oczami zapadła ciemność.
~*~
Wyrwałam się ze snu, jak zwykle zresztą, w niecałą sekundę. Pot oblepiał moje ciało, więc zrzuciłam z siebie kołdrę, ale na zewnątrz było chłodno. Szybka zmiana temperatur spowodowała, że moim ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz.
Przełknęłam głośno ślinę i obtarłam ręką spocone czoło. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że w całym pomieszczeniu panuje ciemność. Trochę trwało zanim mój wzrok przyzwyczaił się do mroku. Niczego nie pamiętałam. Nie miałam nawet pojęcia, gdzie właściwie się znajduję. Naprzeciwko mnie, na szpitalnym łóżku, leżała dziewczyna o krwistoczerwonych włosach. Jej klatka piersiowa unosiła się spokojnie, a usta miała lekko rozwarte. To był znak, że smacznie śpi, a ja nie miałam zamiaru jej w tym przeszkadzać.
Dopiero po kilku minutach zaczęłam kojarzyć fakty. Przypomniałam sobie, że znajduję się w psychiatryku z powodu schizofrenii od dziecka. Ów postać leżąca przede mną była nową pacjentką, która z polecenia Betty została przydzielona do mojego pokoju. Pokręciłam głową z pogardą, a kilka niesfornych kosmyków opadło mi na twarz. To było chore. Wszystko było chore.
Skuliłam się, a brodę oparłam o kolana. Zawsze tak było. Budziłam się w środku nocy przez koszmar lub wizję - nie potrafiłam ich rozróżniać. To i to było tak samo rzeczywiste i prawdziwe. Nieraz śniłam o starożytnej wojnie, a następnie wstawałam z cienkimi kreskami na rękach, jakby były śladami po ostrych mieczach. Na samą myśl o tym poczułam ciarki na plecach. Moje wspomnienia stanowczo nie były przyjemne.
Jednak wizje były gorsze. Każda przewidywała czyjąś śmierć, nawet osób, których nigdy nie widziałam. Potrafiłam określić datę śmierci, ponieważ zawsze był pewien szczegół, który to określał. To kalendarz, innym razem godzina, czy cokolwiek innego. Zawsze coś było, wystarczyło się przyjrzeć.
Nagle mój wcześniejszy sen stanął mi przed oczyma niczym kawałek jakiegoś filmu. Czułam się, jakbym wdarła się w sam środek napiętego momentu, który decydował o losach fabuły. Na sam widok drobnej dziewczyny o złotych włosach, które jak duże fale opadały na łopatki, atakował mnie uścisk żołądka. Z wierzchu wydawałam się krucha jak skorupka, jednak w środku byłam twarda jak stal. Był to mój sposób przetrwania.
- O czym tak myślisz? - głęboki głos wyrwał mnie z letargu.
Uniosłam głowę i zobaczyłam Christana. Każda noc wyglądała tak samo. Koszmar, wybudzenie się, chwila namysłu, rozmowa z Chrisem, ponownie pójście spać. Było to monotonne zajęcie, sprawiało mi jedynie kłopot i było uciążliwe. Nie potrafiłam się wyspać.
- O niczym - odparłam. - Po prostu... Sama nie wiem. To, co zwykle, kolejna noc spędzona z wymyślonym duchem.
- Ekhem, wypraszam sobie! Jestem rzeczywisty. Dobra, może nie materialnie, ale jednak istnieję.
- Jasne. - Przewróciłam oczami.
Christian spojrzał się na mnie współczująco i westchnął ciężko.
- Wiesz co? Lepiej idź spać. Dobrze ci to zrobi.
I zniknął. Tak po prostu, bez pożegnania. Tak, jak lubił to robić.
~*~
- Zamknij się - rzuciłam w stronę Christana, a następnie uśmiechnęłam się w stronę przechodzącej pielęgniarki. Ona odpowiedziała tym samym gestem, jednak żal w jej oczach wskazywał na to, że słyszała moje słowa, tylko je zignorowała. Zapewne przyzwyczaiła się do wariatów.
- Nie muszę. Ludzie i tak mnie nie słyszą, zapomniałaś?
- Ale mnie denerwujesz, a mnie akurat wszyscy słyszą. Miałam ciężką noc. Jak każdą zresztą... - Przetarłam oczy i wciągnęłam głęboko powietrze.
- Dam ci radę: nie krzycz na mnie, to nikt nie będzie się na ciebie dziwnie patrzył. - Wyszczerzył się w moją stronę, a na widok mojego jadowitego wzroku jedynie się zaśmiał.
- Świetna rada, dziękuję - mruknęłam.
- Jestem zawsze chętny do pomocy.
Zignorowałam jego słowa i ruszyłam dalej. Trafiłam do salonu, gdzie spędzałam większość swojego czasu. Dostrzegłam Sarę, siedzącą samotnie przy jednym ze stolików z boku. Kiedy już chciałam do niej podejść to dosiadła się do niej dobrze znana mi grupka. Zawarczałam w duchu, a dłonie mimowolnie zacisnęły mi się w pięści.
Nagle Sara spojrzała się na mnie, jakby wyczuła, że przyszłam. Uśmiechnęła się lekko, a siedzący obok niej Jean to zauważył i również uniósł wzrok. Na mój widok mina od razu mu zrzedła. Kąciki ust uniosły mi się złośliwie w jego stronę, a na zaskoczenie Sary odpowiedziałam mrugnięciem jednym okiem.
Uznałam, że zostawię ją z nowymi znajomymi. Prawie się zawróciłam, ale powstrzymał mnie Christian.
- Żartujesz sobie? - prychnął. - Zostawisz tę dziewczynę z nimi? Jest nowa, nie do końca jeszcze wszystko rozumie. Jeśli z nimi zostanie to będzie taka sama. Wiem, że tego nie chcesz.
Zamarłam. Dopiero po kilku sekundach dotarł do mnie sens jego słów. Twierdził, że zależało mi na Sarze, mimo iż jej nie znałam. Miał jednak rację. Czułam dziwną więź do tej dziewczyny, a tym bardziej, że wyglądała na zdezorientowaną. Z pewnością nie miała pojęcia, gdzie się podziać, a najwidoczniej nie spodziewała się po mnie wsparcia. Ten fakt zabolał mnie trochę, ale szybko zgoniłam się w myślach. Nie mogłam tak się zachowywać, to było do mnie niepodobne.
Coś jednak zmusiło mnie do podejścia do niej. Jakaś niewidzialna siła, zupełnie jakby Christian popychał mnie w ich stronę. Szłam pewnie i z obojętnością, ale w środku chwiałam się, jakbym była pijana.
- Hej - zagadnęłam.
- Na razie. - Mruknął Jean.
- Jakie to oryginalne. - Odparł Christian.
Jego uwaga dodała mi otuchy. Westchnęłam ciężko i założyłam ręce na piersi. Bądź odważna, zachowuj się jak zwykle. Nie pozwól tak się lekceważyć.
- Widzę, że się nie nudzisz. Muszę ci jednak przerwać tę przyjemność - zerknęłam na chłopaka.
- Samym swoim byciem tutaj już to robisz.
Kłębiąca się we mnie złość powoli przejmowała nade mną kontrolę. Ostatnio byłam strasznie nerwowa i byle obelga powodowała u mnie negatywne emocje i natłok myśli.
- Cieszę się, że tak łatwo zepsuć ci dobrą zabawę. Postanowię wykorzystywać to częściej.
- Ej, spokojnie. - Zareagowała Sara.
- Pewnie. A teraz podnoś się, ponieważ Betty nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia.
- Boisz się Betty? - spytała drwiąco Alice.
- Jasne. W końcu jej dotychczasowe starania uprzykrzania mi życia zrobiły na mnie jakiekolwiek wrażenie.
Nienawidziłam ich. Ta cała gromadka, z którą ostatnio zaczęła zadawać się Sara, nie była najlepszym towarzystwem. Szczególnie dla niej. Z daleka było widać, że do nich nie pasuje. Taka nieśmiała nastolatka jak ona nie nadawała się do kpiącej z innych ludzi idiotów.
- Nie słuchaj się jej. Próbuje cię wystraszyć. - Zwrócił się Jean do Sary.
- Zamknij się - syknęłam.
- Wal się, do niej mówiłem. Co, może jeszcze naślesz na mnie te swoje duszki?
Nachyliłam się do niego i ręce oparłam o stolik. Poczułam jak drży lekko pod moimi dłońmi, a światła na sali zaczęły migać. Czułam przepełniającą mnie złość, jakby kłębiącą się wiele lat, wyczekującą tego momentu - wolności. Chciałam dać jej uciec, jednak rozsądek nie pozwalał mi na taki odważny ruch. Wiedziałam, że podświadomie tego pragnęłam.
- Opanuj się - rzekł spokojnie Christian. - Nie przejmuj się nim. Spokojnie. Musisz powstrzymać te emocje.
Czasami w moim życiu zdarzały się takie chwile jak ta. Chris zawsze mi powtarzał, że jestem wyjątkowa i posiadam dar, tylko że nie wiedział jaki. Działo się to tak: nagle robiłam się niesamowicie wkurzona, a moce przejmowały nade mną kontrolę. Gasł prąd, ławka się łamała, podłoga się trzęsła. Nie liczyłam tego, ale pamiętam całkiem sporo takich zdarzeń.
Zazwyczaj niesamowicie trudno było powstrzymać chęć uwolnienia złości. Tym razem poszło mi to zadziwiająco szybko, zupełnie jakbym to ja miałam nad tym kontrolę.
- Widzisz? Bardzo dobrze ci poszło. Robisz postępy.
Przyjęłam ten komplement jako przyjacielski gest. Miło mi się zrobiło na te słowa, jednak nie mogłam zapomnieć, gdzie się znajduję i co się właśnie stało.
- Serio porąbało cię do reszty. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Jeana.
- Mam to powtórzyć? - spytałam odważnie i uśmiechnęłam się przy tym. To byłam cała ja: chamska, złośliwa, jakby bez uczuć. Nic nie mogło tego zmienić, a ja dobrze się z tym czułam.
- Ekhem, możemy na sekundkę? - Sara zdecydowanie była w ciężkim szoku.
- Pewnie - podniosłam się i wyprostowałam - W końcu po to tu przyszłam.
Wstała z ławki i pospiesznie odciągnęła mnie na bok. Spojrzała się na mnie dużymi złotymi oczami pełnymi zaciekawienia, ale i strachu. W tym momencie przypominała mi dziecko, chcące się dowiedzieć, czy dostanie upragnionego lizaka.
- Nareszcie. Myślałam już, że wolisz tego emo ode mnie. Chciałam się pociąć z tego powodu, wiesz? - odparłam.
- Haha, bardzo śmieszne. Teraz możesz mi łaskawie wytłumaczyć, co to miało być, do diabła?
- To? A nic, zwykła rozmowa między mną a Jeanem. Coś w tym złego?
- Nie, coś ty. - Prychnęła.
- Możemy skończyć ten temat? Nie o tym chcę z tobą gadać.
- Tak, tak, Betty mnie woła. Słyszałam.
- Jasne. - Przewróciłam oczami. - Chodź. - Pociągnęłam ją za rękę w stronę drzwi.
Poszła za mną posłusznie, ale zatrzymała się gwałtownie w progu. Odwróciłam się i spostrzegłam, że jej wzrok jest przykuty w stronę jedynego starszego pacjenta tutaj - George. Ten emeryt liczył sobie siedemdziesiąt lat, jednak wyglądał na więcej. Sama dałabym mu coś koło osiemdziesięciu. W porównaniu do reszty na obowiązkowy strój miał nałożony dodatkowo ciemnoniebieski szlafrok, a nudne buty zastąpiono ciepłymi kapciami w kolorze bieli. Było tak ze względu na podeszły wiek mężczyzny i stan w jakim się znajdował, czyli nienajlepszy. Nie wiedziałam na co był chory, to pozostawało zagadką dla wszystkich. Uznali to za nieodkrytą chorobę, na którą nie działają żadne leki. Na samą myśl o tym przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
- Kto to? - spytała się mnie Sara.
- George. Jest jak roślina. Zanoszą go do łóżka, sam nie chodzi, nie je, potrafi jedynie leżeć i siedzieć. Tak jak teraz. Nigdy się nie odzywa.
- Jednak czyta. - Stwierdziła.
- Jest na tej samej stronie od czterdziestu lat.
Dostrzegłam jej zarumienione policzki, ale zdusiłam śmiech i odwróciłam się pospiesznie. Wyciągnęłam ją na korytarz, gdzie nikt nie mógł nas usłyszeć, a następnie westchnęłam ciężko.
- Widzę, że masz powodzenie, co? - zagadnęłam obowiązkowym złośliwym uśmieszkiem.
- O czym ty gadasz? - uniosła brwi.
- Nie udawaj głupiej. Jean nie zwraca na byle kogo uwagi, a jeżeli już to oczekuje posłuszeństwa. Dlatego niezbyt za sobą przepadamy.
Sara była nowa i rzucało to się w oczy. Nie miała pojęcia kto tutaj jest tym złym, czy dobrym. Próbowała wtopić się w tło, aby już nikt nie zwracał na niej takiej uwagi, jednak nie przysiadła do właściwego stolika. Teraz z pewnością będzie głównym tematem plotek starych pielęgniarek.
- Co cię to obchodzi? Usiadłam z nim i nie powinno cię to interesować. Weź, spadaj... - Sara nie ukrywała złości, ale byłam zbyt uparta, aby pozwolić jej odejść. Zagrodziłam jej drogę, a wyraz jej twarzy był zabójczy.
- Uważaj na słowa, moja droga. Nie chcesz mojej pomocy? Zobaczymy co powiesz za kilka dni, a może nawet szybciej. - Objęłam ją wzrokiem od góry do dołu. - Jesteś słaba, to widać z daleka. Taka kruszynka jak ty sobie tu nie poradzi.
Dostrzegłam w jej oczach cień zawahania. Domyśliłam się, że moje słowa ją wystraszyły, to było jednak dla jej dobra. Kontynuowałam dalej:
- Do tego jesteś w pokoju ze mną. Miło będzie mieć przy sobie przydupasa Jeana, może kilka dni ze mną ci wystarczy, abyś zauważyła swój błąd...
- Zamknij się. - Syknęła. - Myślisz, że się ciebie boję?
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu. Zabrzmiało to jak cytat z jakiegoś słabego filmu akcji. Zerknęłam w bok, aby sprawdzić czy Christian przypatruje się całej sytuacji. Tak jak się spodziewałam, stał jakieś dziesięć metrów od nas i nonszalancko opierał się o ścianę z łobuzerskim uśmieszkiem. Odpowiedziałam mu lekkim uniesieniem kącików ust, tak aby nie dostrzegła tego Sara. Mrugnął do mnie, a ja westchnęłam ciężko.
Miałam tego dość. Nagle poczułam się zmęczona, jakby po kilkugodzinnym maratonie. Był to jednak wysiłek psychiczny, ponieważ fizycznie czułam się świetnie. Natomiast w rzeczywistości nie potrafiłam już logicznie myśleć. Czułam nadmiar wszystkiego, niespodziewanie zapragnęłam samotności. Po prostu, żeby posiedzieć, pogadać do siebie, bez Chrisa. Brakowało mi prywatności.
- Wiesz co? Skończmy ten temat. Pewnie, leć sobie do Jeana i jego gromadki, a mi pozwól rozkoszować się swoją samotnością we własnym pokoju. Wróć późno, a nawet w ogóle, jasne?
Nawet nie czekałam na odpowiedź, tylko od razu skierowałam się w stronę izolatek. Szłam szybkim krokiem, nie zwracając uwagi na drepczącego za mną Christana. W końcu doszłam do znajomych drzwi i weszłam do środka, zamykając je za sobą. Rzuciłam się na swoje łóżko twarzą w poduszkę i wybuchnęłam płaczem.
Szlochałam długo, jakby wyrzucając z siebie wszystkie smutki, problemy, wątpliwości. Po jakiejś godzinie bezsensownego wylewania łez usiadłam, przyciskając do siebie nogi. Oparłam brodę o kolana i wpatrywałam się w ścianę. Płacz był do mnie niepodobny. Nie pasował do mojej postawy, lekceważenia wszystkiego. Dzisiaj jednak brakowało mi sił.
Czyżby to słowa Sary tak na mnie podziałały? Że woli Jeana ode mnie? Nie powiedziała mi tego prosto w oczy, ale można było się domyślić. Zagryzłam mocno dolną wargę. Powinnam iść na śniadanie i wziąć lekarstwa. Po takim czasie ich zażywania uzależniłam się. Sarę też to czekało. Należało brać je trzy razy dziennie i w odpowiednich dawkach. Było to zajęcie niezwykle kontrolowane, ponieważ każdego pacjenta, który wziął swoją dawkę, spisywano na listę.
Wszyscy zazwyczaj bez problemu spożywali proszki. Człowiek szybko się do nich przyzwyczajał, dlatego lekarze nie mogli narzekać na niechęć wobec nich. Czasami tak się działo, jednak u osób nowych, które nie mogły pogodzić się ze swoją chorobą bądź mieli coś powalonego w głowie i lekarstwa kojarzyli sobie ze złem ostatecznym.
Ja musiałam brać leki. Robiłam to nawet z własnej woli. Powodem tego był fakt, iż bez nich wariowałam, ale w sensie dosłownym. Proszki odganiały ode mnie zagubione dusze, jakby mnie unikały. Z pewnością widziałam ich sporo mniej. Jeśli jednak nie spożywałam ich to wokół mnie momentalnie zbierało się mnóstwo duchów.
- Co cię to obchodzi? Usiadłam z nim i nie powinno cię to interesować. Weź, spadaj... - Sara nie ukrywała złości, ale byłam zbyt uparta, aby pozwolić jej odejść. Zagrodziłam jej drogę, a wyraz jej twarzy był zabójczy.
- Uważaj na słowa, moja droga. Nie chcesz mojej pomocy? Zobaczymy co powiesz za kilka dni, a może nawet szybciej. - Objęłam ją wzrokiem od góry do dołu. - Jesteś słaba, to widać z daleka. Taka kruszynka jak ty sobie tu nie poradzi.
Dostrzegłam w jej oczach cień zawahania. Domyśliłam się, że moje słowa ją wystraszyły, to było jednak dla jej dobra. Kontynuowałam dalej:
- Do tego jesteś w pokoju ze mną. Miło będzie mieć przy sobie przydupasa Jeana, może kilka dni ze mną ci wystarczy, abyś zauważyła swój błąd...
- Zamknij się. - Syknęła. - Myślisz, że się ciebie boję?
Ledwo powstrzymałam się od śmiechu. Zabrzmiało to jak cytat z jakiegoś słabego filmu akcji. Zerknęłam w bok, aby sprawdzić czy Christian przypatruje się całej sytuacji. Tak jak się spodziewałam, stał jakieś dziesięć metrów od nas i nonszalancko opierał się o ścianę z łobuzerskim uśmieszkiem. Odpowiedziałam mu lekkim uniesieniem kącików ust, tak aby nie dostrzegła tego Sara. Mrugnął do mnie, a ja westchnęłam ciężko.
Miałam tego dość. Nagle poczułam się zmęczona, jakby po kilkugodzinnym maratonie. Był to jednak wysiłek psychiczny, ponieważ fizycznie czułam się świetnie. Natomiast w rzeczywistości nie potrafiłam już logicznie myśleć. Czułam nadmiar wszystkiego, niespodziewanie zapragnęłam samotności. Po prostu, żeby posiedzieć, pogadać do siebie, bez Chrisa. Brakowało mi prywatności.
- Wiesz co? Skończmy ten temat. Pewnie, leć sobie do Jeana i jego gromadki, a mi pozwól rozkoszować się swoją samotnością we własnym pokoju. Wróć późno, a nawet w ogóle, jasne?
Nawet nie czekałam na odpowiedź, tylko od razu skierowałam się w stronę izolatek. Szłam szybkim krokiem, nie zwracając uwagi na drepczącego za mną Christana. W końcu doszłam do znajomych drzwi i weszłam do środka, zamykając je za sobą. Rzuciłam się na swoje łóżko twarzą w poduszkę i wybuchnęłam płaczem.
Szlochałam długo, jakby wyrzucając z siebie wszystkie smutki, problemy, wątpliwości. Po jakiejś godzinie bezsensownego wylewania łez usiadłam, przyciskając do siebie nogi. Oparłam brodę o kolana i wpatrywałam się w ścianę. Płacz był do mnie niepodobny. Nie pasował do mojej postawy, lekceważenia wszystkiego. Dzisiaj jednak brakowało mi sił.
Czyżby to słowa Sary tak na mnie podziałały? Że woli Jeana ode mnie? Nie powiedziała mi tego prosto w oczy, ale można było się domyślić. Zagryzłam mocno dolną wargę. Powinnam iść na śniadanie i wziąć lekarstwa. Po takim czasie ich zażywania uzależniłam się. Sarę też to czekało. Należało brać je trzy razy dziennie i w odpowiednich dawkach. Było to zajęcie niezwykle kontrolowane, ponieważ każdego pacjenta, który wziął swoją dawkę, spisywano na listę.
Wszyscy zazwyczaj bez problemu spożywali proszki. Człowiek szybko się do nich przyzwyczajał, dlatego lekarze nie mogli narzekać na niechęć wobec nich. Czasami tak się działo, jednak u osób nowych, które nie mogły pogodzić się ze swoją chorobą bądź mieli coś powalonego w głowie i lekarstwa kojarzyli sobie ze złem ostatecznym.
Ja musiałam brać leki. Robiłam to nawet z własnej woli. Powodem tego był fakt, iż bez nich wariowałam, ale w sensie dosłownym. Proszki odganiały ode mnie zagubione dusze, jakby mnie unikały. Z pewnością widziałam ich sporo mniej. Jeśli jednak nie spożywałam ich to wokół mnie momentalnie zbierało się mnóstwo duchów.
Wstałam z łóżka, mimo że nogi miałam jak z waty. Nagle poczułam na całym ciele ostre ukuća zimna, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Westchnęłam głośno i potarłam zmarznięte ramiona. Ruszyłam wolnym krokiem w stronę wyjścia. Na korytarzu panowała niepokojąca cisza. Szłam przed siebie aż doszłam do damskich toalet. Pchnęłam mocno drzwi i schowałam się w środku. Tutaj także nikogo nie było. Nie podobało mi się to.
Stanęłam przed ogromnym lustrem i zobaczyłam w nim dziewczynę. Blond włosy kaskadami opadały jej na łopatki niczym fale. Śnieżnobiałe policzki kontrastowały się z malinowymi ustami i ciemnozielonymi oczami. Wyglądałam jak normalna nastolatka, na pierwszy rzut oka nie przypominałam wariatki. W tym momencie jednak się tak czułam. Zaczęła mnie boleć głowa. Jęknęłam cicho i potarłam czoło, ale to nic nie pomogło. Odkręciłam kran i nabrałam wody na dłonie. Chlusnęłam sobie lodowatą wodą w twarz i zaczęłam dyszeć ciężko.
Tysiące głosów wdarło się do mojej głowy, a ja odruchowo krzyknęłam cicho. Poczułam łzy w oczach, a jedna drobna kropelka spłynęła po policzku i kapnęła na ziemię. Usłyszałam jak upada niesamowicie głośno. Skuliłam się. Wokół mnie zaczęły pojawiać się dusze. Każda miała nieprzyjemną aurę i odrażający wygląd. Czułam ich smród i miałam wrażenie, że po moim ciele spływa krew. Zagryzłam dolną wargę i ledwo powstrzymałam się od płaczu.
Nagle wszystko ucichło. Zrobiło się cieplej, a ja poczułam jak ktoś mnie przytula. Znajomy głos szeptał mi do ucha, że wszystko będzie dobrze. Nim spostrzegłam tę osobę to pogrążyłam się w głębokim śnie.
________________
Witam po dłuższym czasie. Ja wraz z Syrą obecnie posiadamy wenę, więc postaramy się dodawać rozdziały w miarę często. Kolejny powinien ukazazać się niedługo.^^
Pozdraaawiam. ;3
Niezmiernie się cieszę, że w końcu pojawił się nowy wpis!
OdpowiedzUsuńPodejrzewałam, że Sara wybierze Jean'a. Faceci, o dziwo, zawsze bardziej wpływają na kobiety. Jak to potoczy się dalej?
Zagubiło się kilka przecinków.
"Nagle poczułam na całym ciele ostre ukuća zimna, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz." Hm, nie chodziło o "ukłucia"? Drobna pomyłka.
Z niecierpliwością czekam na dalsze wpisy.
Pozdrawiam!
Wybacz, że dopiero teraz, ale nie miałam ostatnio czasu i lekkie problemy.
UsuńA więc:
Tak, płeć męska wywiera zadziwiające wrażenie na nas, kobietach. Nic na to nie poradzimy, ale z drugiej strony nie jest to jakieś nieprzyjemne. ;) Jak jednak będzie w tym przypadku to ci nie zdradzę, bo w sumie nie ustaliłam tego z drugą autorką. xD
Ach, miałam trochę ograniczony dostęp do komputera, więc byłam zmuszona pisać ten rozdział na szybko, dlatego spodziewałam się kilku błędów. Podejrzewam, że i tak by się gdzieś zaplątały, jednak zwykle staram się zwracać na to uwagę. Dziękuję za przypomnienie, jak będę mieć więcej czasu to z pewnością je poprawię. :)
Pozdrawiam. ;3
Powiem tylko tyle: Tak trzymać! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, MG93.
Dziękuję i zastosuję się do rady. :)
UsuńPozdrawiam.
Dobra. W końcu pasowałoby to przeczytać, ocenić i ogarnąć kontynuację xD Nie no, część już przeczytałam. Część... od dołu xD Genialnie, nie? Dobra, to ja to przeczytam teraz..
OdpowiedzUsuńOkey, przeczytałam:
Jednak tak dużo nie ominęłam ;P Eute, doskonale pewnie wiesz co powiem. Wspaniałe, jak zawsze ;3 Dobra, biorę się za swój popis. Skomplikuję nam życie jeszcze bardziej :DD
Pozdraaawiam ;d
To w twoim stylu. W końcu, czy dla ciebie czytanie opowiadania od końca byłoby czymś dziwnym? Bardziej niepokoiłabym się, gdybyś przeczytała to normalnie, bez jakiejkolwiek uwagi czy czegokolwiek.
UsuńSzybka jesteś. xd
Tak, już się tego nasłuchałam i ponownie ci dziękuję. Już się nie mogę doczekać twojego rozdziału. Jak my uwielbiamy ludziom komplikować życie, chociażby tym z opowiadania. Przecież życie bez wrogów byłoby nudne. ;p
Pozdrawiam.^^
Syra, zdążysz dodać nowy rozdział przed przeprowadzką?
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba:) Czekam z niecierpliwością na dalsze rozdziały:D Życzę weny:)
OdpowiedzUsuńCieszę się i dziękuję. :)
UsuńNa następny rozdział będzie trzeba trochę poczekać, ponieważ Syra się właśnie przeprowadza i przez pewien okres nie będzie miała dostępu do internetu. :c
Niestety nie zdążyłam przed przeprowadzką. Teraz siedzę na internecie na kółku dziennikarskim, ale to raz tylko. Za jakieś dwa lub trzy tygodnie możliwe, że będę już miała internet, postaram się więc napisać wtedy rozdział jak najszybciej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Kiedy następny rozdział?
OdpowiedzUsuńWybacz, mam pewne problemy z dostępem do internetu więc niestety rozdział się bardzo opóźnia... ale postaram się jakoś to w końcu dodać..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Dziewczyny, ogarnijcie się. Tracicie spory potencjał :c
OdpowiedzUsuń