Tej samej nocy w pewnym zakładzie psychiatrycznym nie paliło się żadne światło. Zdawać by się mogło, że wszyscy pacjenci śpią zgodnie z regulaminem, oczywiście po dawce przepisanych leków. Tylko jeden pacjent złamał zasadę i nie udał się na wypoczynek.
John Grant chodził nerwowo po pokoju od ściany do ściany. Wyraźnie się nad czymś zastanawiał, co można było stwierdzić po zamyślonej twarzy. Jego zielone oczy rozjaśniły się, gdy podszedł do okna i padł na niego blask księżyca, a po chwili zgasły i zniknęły w ciemności.
Potarł się po łysej głowie i starł kilka pojedynczych kropelek potu. Nosił na sobie obowiązkowy strój - biała koszulka i tego samego koloru proste spodnie do ziemi. Brakowało tylko tenisówek, które stały w kącie pomieszczenia, porzucone i zniszczone.
Nagle podszedł do metalowego łóżka, zrzucił jasną pościel i poduszkę, spod której chwycił ostry nóż. Nie powinien go mieć. To było wbrew zasadom. Groziło to srogą karą. Wkradł się z samego rana do kuchni i wziął jedno ostrze, chowając je uważnie pod bluzkę, a następnie wrócił posłusznie do swojej sypialny... A raczej izolatki.
W pokoju było tylko łóżko. Nie miał nawet szans na skromną półkę, aby coś postawić, bo nie miał co. Lekarze zwracali na niego szczególną uwagę, ponieważ podobno był wybuchowy i łatwo tracił panowanie nad sobą. Owszem, raz skaleczyłem doktora nożem, ale to był przypadek! powtarzał sobie, wmawiając że nie zrobił nic złego.
Ale miał dość. Czuł, że nie chce tak dłużej żyć, ale pragnął osiągnąć upragniony spokój, którego nie będzie zawdzięczał proszkom. Męczył się we własnym ciele, niezdolny do czegokolwiek. Był nieudacznikiem. Idiotą. Kretynem. Palantem.
Ścisnął nóż mocniej i przybliżył go sobie do klatki piersiowej dokładnie w miejscu, gdzie powinno być jego serce. Słyszał jego echo, jak pulsuje mu krew i tętno przyspiesza. Jego spazmatyczny oddech nie równał się z prędkością ciśnienia, które cały czas wzrastało.
Nadszedł ten czas. Na spokój. Na wolność. Na wakacje. Bardzo, bardzo długie wakacje.
Nagle, zupełnie niespodziewanie, ostrze przeszyło jego ciało. Strużka krwi pociekła z rany, a on sam upadł bezwładnie na podłogę. Poddał się.
Podniosłam się gwałtownie, dysząc ciężko. Zakręciło mi się w głowie, a przed oczami zaczęły mi się pojawiać białe plamki, więc ponownie opadłam na łóżko. Było mi strasznie gorąco. Całe moje ciało lepiło się od potu, a włosy były po prostu mokre. Zrzuciłam z siebie pościel i westchnęłam głęboko, czując przyjemny chłód, którego teraz potrzebowałam.
Po kilku minutach, kiedy mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności, podniosłam się powoli, lustrując otoczenie. Znajdowałam się w małej izolatce, gdzie były tylko dwa szpitalne łóżka - jedyne takie pomieszczenie w całym psychiatryku.
Betty uprzedziła mnie, że ze względu na brak miejsc jest zmuszona przydzielić do mojego pokoju jedną osobę - pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Uznała, że dobrze to zrobi tej osobie i mi, a w razie problemów nas rozdzieli. Coś w rodzaju eksperymentu. Stanowczo nie chciałam być królikiem doświadczalnym, o czym ją uprzedziłam, ale ona odparła Tylko nie wyślij na mnie tej swojej armii duszków! i odeszła z cichym śmiechem. Skoro chciała to nie mogłam się oprzeć, aby poprosić jedną duszą o przysługę - klasyczne migające światła, włączający się telewizor, braki prądu... Potem śmiałam się z niej, bo bezradna nie wiedziała, co jest przyczyną wszystkich zdarzeń.
Usłyszałam cichy jęk i momentalnie odwróciłam się w tamtą stronę - na łóżku leżała dziewczyna. Sara. Cicha nastolatka, która sprawiała wrażenie lekko wystraszonej, a zarazem zafascynowanej. Czym, tą starą budą, w której można się zanudzić na śmierć? Świetny powód do radości.
Już chciałam ponownie pójść spać, gdy przypomniał mi się sen... A raczej wizja. Koszmar, który nawiedza mnie od czasu do czasu (czytaj: co drugi dzień), aby przekazać mi wiadomość. Zawsze je miałam, tylko na początku nie wiedziałam, co one oznaczają. Dopiero gdzieś w wieku ośmiu lat się zorientowałam, że to przepowiednie śmierci.
Kiedy przyśniła mi się śmierć siostry.
Od tamtej pory nic nie było takie same. Powiedziałam mamie wszystko - koszmary, tajemnicze postacie, które widzę tylko ja, i te całe wizje... I tak trafiłam tutaj, do tych wariatów. Dzień przed przyjściem tutaj był pogrzeb, na który poszłam mimo protestów rodziców.
Duch Jessicy jedynie mnie upewnił.
Poczułam coś mokrego na policzku i pospiesznie starłam słoną łzę, która mi się wymsknęła spod oka. Zagryzłam dolną wargę tak mocno, że poczułam metaliczny smak krwi. Nie chciałam wracać do tamtego momentu.
- Wspomnienia?
Zasłoniłam sobie usta ręką, aby nie krzyknąć. Podskoczyłam odruchowo, przez co dało się usłyszeć skrzypienie. Cholerne łóżka.
- Nie strasz mnie! - Syknęłam ostro.
- Spokojnie - postać wyłoniła się z cienia - To ja.
Jedno spojrzenie wystarczyło, abym go rozpoznała.
- Miło cię widzieć. - Mruknęłam ponuro.
Christian zrobił kolejny krok do przodu, stając w świetle, dzięki czemu mogłam mu się przyjrzeć. Miał trochę dłuższe, kruczoczarne włosy, które jak zwykle były łobuzersko potargane. Niesamowicie ciemne oczy były dosłownie czarne i przypominały mi labirynt, z którego nie ma wyjścia. Jak się raz w nie spojrzało to nie dało się przestać i można było się tylko nimi zachwycać. Teraz dostrzegałam w nich dwa rozbawione ogniki, a kąciki ust wyginały mu się w złośliwym uśmieszku. Niesamowicie blada skóra wyróżniała się na tle ciemności, co było jedną z wielu cech duchów.
Był ubrany w dżinsy, szaro - niebieską koszulkę i granatową marynarkę. Czarny krawat był rozluźniony i nonszalancko mu zwisał. Nie wiedziałam, ile ma lat, ale powiedział mi tylko, że jest bardzo stary. Tylko tyle o nim wiedziałam... No i nazywał się Christian. Zdradził mi tylko te dwie rzeczy, nic więcej.
- Coś ty taka drażliwa? - Uniósł brew.
Błyskawicznie sięgnęłam po poduszkę i rzuciłam nią w jego kierunku. Przeleciała przez jego ciało, zupełnie jakby go tu nie było. Z jednej strony było to prawdą.
Zaklęłam pod nosem i odparłam:
- Odczep się ode mnie.
- Naprawdę tego chcesz?
Oczywiście, że nie. Był jedyną osobą, która mi naprawdę pomogła. Kiedy tu dotarłam był moim oparciem - wszystko mi wytłumaczył. Cechy duchów, dokładnie co oznaczają moje sny oraz opowiedział o tym "innym świecie", czyli świecie nadnaturalnych. Niebo, Piekło i Ziemia. Trzy światy. Potwory żyły na Ziemi, Demony w Piekle, a Anioły w Niebie. Rodzaj porządku. Ja natomiast byłam połączeniem z zupełnie odmiennymi istotami - Duchami. Potrafiłam porozumiewać się z Czystką, czyli ich światem. Nie dostali się oni ani do Nieba, ani do Piekła, a nie mogli zstąpić na Ziemię w cielistej powłoce. Zwykłe dusze bez ciała. Coś jak tusz bez długopisu. Długopis jest tylko opakowaniem.
- Spadaj. I oddaj moją poduszkę.
- Nawet ci jej nie zabrałem.
- Ale możesz mi ją podać.
W tym samym momencie poduszka uniosła się z podłogi i z całą siłą walnęła prosto we mnie. Duchy nie potrafiły normalnie podnosić przedmiotów, ale posługiwały się telekinezą.
- Nie zapominasz, że ja jeszcze nie umarłam? - Spojrzałam się na niego wilkiem.
- A czy jest jakaś różnica? - Wyszczerzył się.
- Zamknij się wreszcie. I uważaj - wskazałam na drugie łóżko - nie jesteśmy tu sami. Chyba nie chcesz jej obudzić.
- To ty będziesz mieć problem, mnie ona nie widzi. W końcu jak ty jej wytłumaczysz, że gadasz do ściany?
Otworzyłam usta, aby się odezwać, jednak szybko zamknęłam je z powrotem.
- Kto to jest, tak w ogóle? - Spytał.
- Powiedz mi: słuchasz mnie kiedykolwiek?
- Czasami.
- Super - prychnęłam - Gdybyś pamiętał naszą wcześniejszą rozmowę to byś wiedział.
Przewrócił oczami.
- Gadaj.
- Nie.
- Tak.
- Powiedziałam już: nie.
- Mam ją obudzić?
- Nie!
- Bo co? Znowu rzucisz we mnie poduszką? - Zaśmiał się.
- Nienawidzę cię.
- Nie ty jedna.
- Żeby cię szlag trafił. To ta nowa, kojarzysz?
Przez chwilę stał i wyglądało, jakby się zamyślił. Odezwał się dopiero po kilku minutach.
- Coś o niej wspomniałaś. Czyżby Betty również zwariowała, że zamknęła w jednym pokoju dwie psychopatki?
- Wypraszam sobie. Nie łażę z maską na twarzy i piłą mechaniczną. Aż tak nisko jeszcze nie upadłam.
Znowu zaczął się śmiać. Strasznie lubiłam jego śmiech, przyprawiał mnie o niepokojące dreszcze, które jednak w pewien sposób były przyjemne. Z jednej strony nienawidziłam tego uczucia, ale z drugiej nie mogłam mu się oprzeć. Był istną zagadką, której z pewnością przez najbliższy czas nie będę w stanie rozwiązać.
- Ale jednak z jakiegoś powodu tu jesteś. - Zauważył.
- Ty jesteś tym powodem - założyłam ręce na piersi.
Uniósł dłonie w geście obronnym i odparł z uśmiechem:
- Nie zwalaj wszystkiego na mnie. Zapomniałaś o reszcie swoich przyjaciół?
- To nie są moi przyjaciele! - Uniosłam głos, ale po chwili się powstrzymałam w obawie, że obudzę Sarę.
- Nazywaj ich jak tam chcesz. Dla mnie to rodzina, dla ciebie przyjaciele. W końcu śnisz o nich, to chyba coś znaczy?
- Zboczeniec.
Znowu ten śmiech. Nie potrafiłam się na niego złościć, było to zbyt trudne. W końcu jak mogłam go stracić? Towarzyszył mi przez większą część mojego życia. Trafiłam tu w wieku ośmiu lat, a teraz mam osiemnaście. Całe dziesięć lat był przy mnie i mnie wspierał. Bez niego z pewnością bym tu zwariowała, ale tym razem na serio.
- To ty masz takie skojarzenia, ja nic nie mówiłem.
Wtedy dostrzegłam głodny błysk w jego oczach. Pojawiał się co jakiś czas i powodował u mnie dreszcze. Dopiero wtedy zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo Chris jest potężny. Mógł mieć setki, tysiące, a nawet miliony lat. Czyniłoby go to wtedy niezwykle groźnym Duchem. Ludzie wyśmiewali te istoty, ale nie mieli pojęcia, do czego one są zdolne i jak trudno je zabić. Nie wolno ich lekceważyć.
Tajemniczy błysk zniknął tak szybko jak się pojawił.
- Dobra, mniejsza, mogę iść spać? - Jęknęłam zrezygnowana.
- Jak mi powiesz kilka rzeczy.
Potarłam ręką czoło i westchnęłam ciężko. W tym momencie miałam go szczerze dość. Chciałam iść po prostu spać, a nie wysłuchiwać jakiegoś Ducha.
- Co znowu? - Spytałam.
- Najpierw: miałaś wizję, prawda?
- Tak. - Przyznałam niechętnie.
Skinął głową i znowu chwilę się namyślał. Ja natomiast przeczesałam palcami włosy i odgarnęłam je do tyłu. Byłam już nieźle wkurzona.
- No i?
- Będzie jednego wariata mniej.
- Zabójstwo w psychiatryku? - Wyraźnie się zdziwił.
- Raczej samobójstwo. - Poprawiłam go. - John, ten gość co prawie zadźgał jednego lekarza na śmierć, teraz zadźga siebie.
- To jest już mniej dziwne.
Nastała niezręczna cisza. Kiedy chciałam ją przerwać, Christian się odezwał:
- A ciebie co łączy z tą psychopatką?
- Nic. - Wzruszyłam ramionami. - Kolejny eksperyment.
- Betty? - Uśmiechnął się lekko.
- Kto inny wpadłby na taki pomysł?
- Na pewno ktoś w jej stylu - stwierdził, a ja się zaśmiałam.
- Jeden szalony lekarz mi wystarczy.
Odwróciłam się w stronę okna. O ile prostokątny otwór z kratami w środku można było nazwać oknem. Te izolatki wyglądały jak więzienie. Dostrzegłam jednak ogromny księżyc, który był prawie w pełni. Było do niej pewnie jeszcze kilka dni. Wtedy Johny miał ponieść śmierć, którą sam sobie zada... Ale co ja mogłam zrobić? Przepisali by mi leki uspokajające i zamknęli w pokoju, przywiązaną do łóżka. Nie raz tak mi robili. Na samą myśl o tym poczułam ostry ból na nadgarstkach i kostkach.
- Sara.
- Co?
- Ta dziewczyna - wskazałam na nią - nazywa się Sara.
Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam, że dalej śpi. Pewnie zapadła w wyjątkowo głęboki sen, skoro jeszcze jej nie obudziłam.
Skinął głową, jakby to wszystko wyjaśniało. Przypatrywał jej się przez dłuższy czas, a ja zaczęłam się bawić swoimi włosami. Całe się kleiły od potu, co mnie strasznie denerwowało. Nadal byłam mokra, a chłód w pomieszczeniu praktycznie nic nie dawał.
- Uważaj na nią. - Stwierdził.
I zniknął.
~ Sky
******
A więc tak - należy się raczej kilka słów wyjaśnienia. Nazywam się Sky i będę prowadzić tego bloga z Syrą Cailan, zastępując MoonLight. Lub raczej Azrael. Jestem przyjaciółką Syry Cailan i wszystko mi ona dokładnie wytłumaczyła, a także zdradziła przebieg akcji. :) Nie chciała porzucić tego opowiadania i poprosiła mnie o pomoc. Mam nadzieję, że jakoś mi to wyjdzie. ;)
Podniosłam się gwałtownie, dysząc ciężko. Zakręciło mi się w głowie, a przed oczami zaczęły mi się pojawiać białe plamki, więc ponownie opadłam na łóżko. Było mi strasznie gorąco. Całe moje ciało lepiło się od potu, a włosy były po prostu mokre. Zrzuciłam z siebie pościel i westchnęłam głęboko, czując przyjemny chłód, którego teraz potrzebowałam.
Po kilku minutach, kiedy mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności, podniosłam się powoli, lustrując otoczenie. Znajdowałam się w małej izolatce, gdzie były tylko dwa szpitalne łóżka - jedyne takie pomieszczenie w całym psychiatryku.
Betty uprzedziła mnie, że ze względu na brak miejsc jest zmuszona przydzielić do mojego pokoju jedną osobę - pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Uznała, że dobrze to zrobi tej osobie i mi, a w razie problemów nas rozdzieli. Coś w rodzaju eksperymentu. Stanowczo nie chciałam być królikiem doświadczalnym, o czym ją uprzedziłam, ale ona odparła Tylko nie wyślij na mnie tej swojej armii duszków! i odeszła z cichym śmiechem. Skoro chciała to nie mogłam się oprzeć, aby poprosić jedną duszą o przysługę - klasyczne migające światła, włączający się telewizor, braki prądu... Potem śmiałam się z niej, bo bezradna nie wiedziała, co jest przyczyną wszystkich zdarzeń.
Usłyszałam cichy jęk i momentalnie odwróciłam się w tamtą stronę - na łóżku leżała dziewczyna. Sara. Cicha nastolatka, która sprawiała wrażenie lekko wystraszonej, a zarazem zafascynowanej. Czym, tą starą budą, w której można się zanudzić na śmierć? Świetny powód do radości.
Już chciałam ponownie pójść spać, gdy przypomniał mi się sen... A raczej wizja. Koszmar, który nawiedza mnie od czasu do czasu (czytaj: co drugi dzień), aby przekazać mi wiadomość. Zawsze je miałam, tylko na początku nie wiedziałam, co one oznaczają. Dopiero gdzieś w wieku ośmiu lat się zorientowałam, że to przepowiednie śmierci.
Kiedy przyśniła mi się śmierć siostry.
Od tamtej pory nic nie było takie same. Powiedziałam mamie wszystko - koszmary, tajemnicze postacie, które widzę tylko ja, i te całe wizje... I tak trafiłam tutaj, do tych wariatów. Dzień przed przyjściem tutaj był pogrzeb, na który poszłam mimo protestów rodziców.
Duch Jessicy jedynie mnie upewnił.
Poczułam coś mokrego na policzku i pospiesznie starłam słoną łzę, która mi się wymsknęła spod oka. Zagryzłam dolną wargę tak mocno, że poczułam metaliczny smak krwi. Nie chciałam wracać do tamtego momentu.
- Wspomnienia?
Zasłoniłam sobie usta ręką, aby nie krzyknąć. Podskoczyłam odruchowo, przez co dało się usłyszeć skrzypienie. Cholerne łóżka.
- Nie strasz mnie! - Syknęłam ostro.
- Spokojnie - postać wyłoniła się z cienia - To ja.
Jedno spojrzenie wystarczyło, abym go rozpoznała.
- Miło cię widzieć. - Mruknęłam ponuro.
Christian zrobił kolejny krok do przodu, stając w świetle, dzięki czemu mogłam mu się przyjrzeć. Miał trochę dłuższe, kruczoczarne włosy, które jak zwykle były łobuzersko potargane. Niesamowicie ciemne oczy były dosłownie czarne i przypominały mi labirynt, z którego nie ma wyjścia. Jak się raz w nie spojrzało to nie dało się przestać i można było się tylko nimi zachwycać. Teraz dostrzegałam w nich dwa rozbawione ogniki, a kąciki ust wyginały mu się w złośliwym uśmieszku. Niesamowicie blada skóra wyróżniała się na tle ciemności, co było jedną z wielu cech duchów.
Był ubrany w dżinsy, szaro - niebieską koszulkę i granatową marynarkę. Czarny krawat był rozluźniony i nonszalancko mu zwisał. Nie wiedziałam, ile ma lat, ale powiedział mi tylko, że jest bardzo stary. Tylko tyle o nim wiedziałam... No i nazywał się Christian. Zdradził mi tylko te dwie rzeczy, nic więcej.
- Coś ty taka drażliwa? - Uniósł brew.
Błyskawicznie sięgnęłam po poduszkę i rzuciłam nią w jego kierunku. Przeleciała przez jego ciało, zupełnie jakby go tu nie było. Z jednej strony było to prawdą.
Zaklęłam pod nosem i odparłam:
- Odczep się ode mnie.
- Naprawdę tego chcesz?
Oczywiście, że nie. Był jedyną osobą, która mi naprawdę pomogła. Kiedy tu dotarłam był moim oparciem - wszystko mi wytłumaczył. Cechy duchów, dokładnie co oznaczają moje sny oraz opowiedział o tym "innym świecie", czyli świecie nadnaturalnych. Niebo, Piekło i Ziemia. Trzy światy. Potwory żyły na Ziemi, Demony w Piekle, a Anioły w Niebie. Rodzaj porządku. Ja natomiast byłam połączeniem z zupełnie odmiennymi istotami - Duchami. Potrafiłam porozumiewać się z Czystką, czyli ich światem. Nie dostali się oni ani do Nieba, ani do Piekła, a nie mogli zstąpić na Ziemię w cielistej powłoce. Zwykłe dusze bez ciała. Coś jak tusz bez długopisu. Długopis jest tylko opakowaniem.
- Spadaj. I oddaj moją poduszkę.
- Nawet ci jej nie zabrałem.
- Ale możesz mi ją podać.
W tym samym momencie poduszka uniosła się z podłogi i z całą siłą walnęła prosto we mnie. Duchy nie potrafiły normalnie podnosić przedmiotów, ale posługiwały się telekinezą.
- Nie zapominasz, że ja jeszcze nie umarłam? - Spojrzałam się na niego wilkiem.
- A czy jest jakaś różnica? - Wyszczerzył się.
- Zamknij się wreszcie. I uważaj - wskazałam na drugie łóżko - nie jesteśmy tu sami. Chyba nie chcesz jej obudzić.
- To ty będziesz mieć problem, mnie ona nie widzi. W końcu jak ty jej wytłumaczysz, że gadasz do ściany?
Otworzyłam usta, aby się odezwać, jednak szybko zamknęłam je z powrotem.
- Kto to jest, tak w ogóle? - Spytał.
- Powiedz mi: słuchasz mnie kiedykolwiek?
- Czasami.
- Super - prychnęłam - Gdybyś pamiętał naszą wcześniejszą rozmowę to byś wiedział.
Przewrócił oczami.
- Gadaj.
- Nie.
- Tak.
- Powiedziałam już: nie.
- Mam ją obudzić?
- Nie!
- Bo co? Znowu rzucisz we mnie poduszką? - Zaśmiał się.
- Nienawidzę cię.
- Nie ty jedna.
- Żeby cię szlag trafił. To ta nowa, kojarzysz?
Przez chwilę stał i wyglądało, jakby się zamyślił. Odezwał się dopiero po kilku minutach.
- Coś o niej wspomniałaś. Czyżby Betty również zwariowała, że zamknęła w jednym pokoju dwie psychopatki?
- Wypraszam sobie. Nie łażę z maską na twarzy i piłą mechaniczną. Aż tak nisko jeszcze nie upadłam.
Znowu zaczął się śmiać. Strasznie lubiłam jego śmiech, przyprawiał mnie o niepokojące dreszcze, które jednak w pewien sposób były przyjemne. Z jednej strony nienawidziłam tego uczucia, ale z drugiej nie mogłam mu się oprzeć. Był istną zagadką, której z pewnością przez najbliższy czas nie będę w stanie rozwiązać.
- Ale jednak z jakiegoś powodu tu jesteś. - Zauważył.
- Ty jesteś tym powodem - założyłam ręce na piersi.
Uniósł dłonie w geście obronnym i odparł z uśmiechem:
- Nie zwalaj wszystkiego na mnie. Zapomniałaś o reszcie swoich przyjaciół?
- To nie są moi przyjaciele! - Uniosłam głos, ale po chwili się powstrzymałam w obawie, że obudzę Sarę.
- Nazywaj ich jak tam chcesz. Dla mnie to rodzina, dla ciebie przyjaciele. W końcu śnisz o nich, to chyba coś znaczy?
- Zboczeniec.
Znowu ten śmiech. Nie potrafiłam się na niego złościć, było to zbyt trudne. W końcu jak mogłam go stracić? Towarzyszył mi przez większą część mojego życia. Trafiłam tu w wieku ośmiu lat, a teraz mam osiemnaście. Całe dziesięć lat był przy mnie i mnie wspierał. Bez niego z pewnością bym tu zwariowała, ale tym razem na serio.
- To ty masz takie skojarzenia, ja nic nie mówiłem.
Wtedy dostrzegłam głodny błysk w jego oczach. Pojawiał się co jakiś czas i powodował u mnie dreszcze. Dopiero wtedy zdawałam sobie sprawę z tego, jak bardzo Chris jest potężny. Mógł mieć setki, tysiące, a nawet miliony lat. Czyniłoby go to wtedy niezwykle groźnym Duchem. Ludzie wyśmiewali te istoty, ale nie mieli pojęcia, do czego one są zdolne i jak trudno je zabić. Nie wolno ich lekceważyć.
Tajemniczy błysk zniknął tak szybko jak się pojawił.
- Dobra, mniejsza, mogę iść spać? - Jęknęłam zrezygnowana.
- Jak mi powiesz kilka rzeczy.
Potarłam ręką czoło i westchnęłam ciężko. W tym momencie miałam go szczerze dość. Chciałam iść po prostu spać, a nie wysłuchiwać jakiegoś Ducha.
- Co znowu? - Spytałam.
- Najpierw: miałaś wizję, prawda?
- Tak. - Przyznałam niechętnie.
Skinął głową i znowu chwilę się namyślał. Ja natomiast przeczesałam palcami włosy i odgarnęłam je do tyłu. Byłam już nieźle wkurzona.
- No i?
- Będzie jednego wariata mniej.
- Zabójstwo w psychiatryku? - Wyraźnie się zdziwił.
- Raczej samobójstwo. - Poprawiłam go. - John, ten gość co prawie zadźgał jednego lekarza na śmierć, teraz zadźga siebie.
- To jest już mniej dziwne.
Nastała niezręczna cisza. Kiedy chciałam ją przerwać, Christian się odezwał:
- A ciebie co łączy z tą psychopatką?
- Nic. - Wzruszyłam ramionami. - Kolejny eksperyment.
- Betty? - Uśmiechnął się lekko.
- Kto inny wpadłby na taki pomysł?
- Na pewno ktoś w jej stylu - stwierdził, a ja się zaśmiałam.
- Jeden szalony lekarz mi wystarczy.
Odwróciłam się w stronę okna. O ile prostokątny otwór z kratami w środku można było nazwać oknem. Te izolatki wyglądały jak więzienie. Dostrzegłam jednak ogromny księżyc, który był prawie w pełni. Było do niej pewnie jeszcze kilka dni. Wtedy Johny miał ponieść śmierć, którą sam sobie zada... Ale co ja mogłam zrobić? Przepisali by mi leki uspokajające i zamknęli w pokoju, przywiązaną do łóżka. Nie raz tak mi robili. Na samą myśl o tym poczułam ostry ból na nadgarstkach i kostkach.
- Sara.
- Co?
- Ta dziewczyna - wskazałam na nią - nazywa się Sara.
Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam, że dalej śpi. Pewnie zapadła w wyjątkowo głęboki sen, skoro jeszcze jej nie obudziłam.
Skinął głową, jakby to wszystko wyjaśniało. Przypatrywał jej się przez dłuższy czas, a ja zaczęłam się bawić swoimi włosami. Całe się kleiły od potu, co mnie strasznie denerwowało. Nadal byłam mokra, a chłód w pomieszczeniu praktycznie nic nie dawał.
- Uważaj na nią. - Stwierdził.
I zniknął.
~ Sky
******
A więc tak - należy się raczej kilka słów wyjaśnienia. Nazywam się Sky i będę prowadzić tego bloga z Syrą Cailan, zastępując MoonLight. Lub raczej Azrael. Jestem przyjaciółką Syry Cailan i wszystko mi ona dokładnie wytłumaczyła, a także zdradziła przebieg akcji. :) Nie chciała porzucić tego opowiadania i poprosiła mnie o pomoc. Mam nadzieję, że jakoś mi to wyjdzie. ;)
Ech, z komórki mi nie weszło ;/
OdpowiedzUsuńSky, poradziłaś sobie wspaniale ale rzeczywiście trochę przykrótkie. Ale nie przejmuj się, wyszło szybko a to się ewentualnym czytelnikom należy. Mam jedno zastrzeżenie - Christhian. W pewnym miejscu napisałaś Christopher ;P Więcej nie mam. Teraz kij wie ile trzeba czekać na moją notkę xd
Pozdrawiam :>
Następne postaram się dłuższe, chciałam to po prostu jakoś rozpocząć i tobie, Sarze, dać wszystkie opisy. W końcu to ona jest tą nową i wszystko powinna zapoznać. :)
UsuńBo Christopher to pełne imię. Christian to zdrobnienie, tak jak Chris. ;)
Mam nadzieję, że niedługo ją wstawisz. ;p
Pozdrawiam. :>
Nie.. Christopher to po naszemu Krzysztof a Christian to Krystian. Inne imiona, tak mi się zdaje :3
UsuńPozdrawiam..
A ja gdzieś czytałam, że to to samo. :< Aż sprawdzę. xd
UsuńRacja. Mój błąd. Już poprawiam. ;) I przy okazji dziękuję. ;p Kurde... Na sto procent widziałam gdzieś, że to te same imiona. Głupia ja. Weź to sobie teraz przypomnij. :D
Pozdrawiam.
Jakoś tak nie mam co pisać... Ogólnie całkiem nieźle. ;P
OdpowiedzUsuńAle i tak czekam na swoją postać, bo strasznie mam ochotę ją przedstawić, haha.
Pozdrawiam. ;D
Dziękuję. ;P
UsuńNie martw się, pamiętamy o tobie. :D
siemka kiedy następny rozdział? jeszcze 2 dni i miną 2 miesiące ;((
OdpowiedzUsuńHej. Kiedy będzie kolejny rozdział? Blog zapowiada się ciekawie, tylko jak na początek to powinno być trochę częściej pisane, zwłaszcza póki są wakacje, bo potem to chyba będzie ciężko z czasem.
OdpowiedzUsuńJa niedługo u siebie upublicznię (po dwóch miesiącach :]) kolejną część rozdziału 12.
Pozdrawiam :).
Przepraaaaaaaaaszam ;__; Jak pisałam na GG, może ktoś widział w opisie, naprawdę nie dopisuje mi teraz wena. Nie mogę pisać nic, po prostu nic, mam taką blokadę, że czasem myśleć nie mogę. Mam tez parę problemów, z którymi trzeba się uporać. A to że wakacje naprawdę nie oznacza niestety większej ilości czasu na pisanie...A szkoda. Postaram się ogarnąć wenę i jechać nawet na najmniejszym promyku (dziś mi uciekła jak chciałam napisać piosenkę!!) i jakoś to skończyć. Tylko, że by to zrobić muszę się wczuć a do tego potrzebne są warunki - a ich jest dużo i są surowe.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Syra, to oddaj drugiej autorce kolejkę, a Ty napiszesz następnym razem :). Nie możecie się podmieniać postaciami???
UsuńŚwietne opowiadanie! Uwielbiam takie klimaty ♥ I czekam na następny rozdział! :) - Asas
OdpowiedzUsuń